Kategorie
Kosmologia

Czy przedsięwzięcia prywatne mogą otworzyć przed nami kosmos?

Czy przedsięwzięcia prywatne mogą otworzyć przed nami kosmos?

Gerard O’Neill był humanistą i wizjonerem inspirującym wielu ludzi i przyznaję, że krytykowanie jego pomysłów nie sprawia mi większej przyjemności. Zmuszony jestem jednak to uczynić, ponieważ wskazywał on zły kierunek. Błędna wiara w to, że jego program – czy którykolwiek z jego wariantów, odwołujących się do satelitarnych elektrowni słonecznych – mógłby przyczynić się do powstania cywilizacji zdolnej do lotów kosmicznych, spowodowała dezorientację i skierowała na niewłaściwą drogę wysiłki ludzi dążących do tego celu. Odkładając na bok absurdalny charakter projektu budowy orbitujących elektrowni słonecznych SPS, muszę stwierdzić, że przekonanie, iż ostateczna granica zostanie otwarta dzięki prywatnym inwestycjom w przestrzeni kosmicznej, jest błędne. Służy ono głównie ludziom, którzy opóźniają rozwój narodowych programów kosmicznych, naprawdę otwierających przed nami nowe światy, i którzy wykręcają się sloganem: „Może to zrobić sektor prywatny”. Otóż nie może, a przynajmniej – nie sam. Sektor prywatny sfinansuje zapewne rozwój nowych, małych rakiet służących do wynoszenia na orbitę okołoziemską prywatnych satelitów. Może on też sfinansować ograniczoną liczbę dziedzin ludzkiej działalności na orbicie, chociażby takich jak orbitalne laboratoria badawcze, fabryki oraz stacje obsługi technicznej. A to dlatego, że technologie, metody działania i duża część rynku potrzebnego do wspierania tych działalności orbitalnych były przygotowywane i subsydiowane przez rząd w ciągu ostatnich czterech dziesięcioleci. Nie ma w tym nic złego: właściwie jest to powielenie starego jak świat schematu, w którym najpierw pogranicze otwiera bądź rząd, bądź grupa społeczna, kierująca się najwyższymi celami, a dopiero później wkraczają prywatni inwestorzy, by dalej rozwijać nowe terytorium. Ludzie mogą być odważni, ale pieniądz jest bojaźliwy; woli się mnożyć zgodnie ze sprawdzonymi metodami. Jeśli fundamentalnym celem jest robienie pieniędzy, istnieją na to bardziej niezawodne sposoby, niż inwestowanie w niepewną dziedzinę. Na Ziemi rozwinięcie nowych terytoriów dla celów lukratywnych nastąpiło dopiero po tym, jak miejsca te zostały odkryte i zasiedlone przez pionierów, którzy wiele ryzykowali, lecz kierowali się całkiem innymi pobudkami.

Podczas ostatnich czterdziestu lat rządowe inicjatywy badań kosmicznych zdołały opanować przestrzeń w pobliżu Ziemi do tego stopnia, że stanowi ona dziś potencjalną arenę działań prywatnych przedsiębiorców. Prywatne firmy nie musiały budować pierwszych laboratoriów badawczych na orbicie, ale stworzą nowe generacje tego typu obiektów i zrobią to za mniejsze pieniądze, niż wyniósł koszt budowy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Taka kolej rzeczy ma bardzo pozytywny wpływ na rozwój. Laboratoria orbitalne, do których kiedyś dołączą orbitalne stacje produkcyjne, udostępnią nową gamę produktów, a te z kolei zrewolucjonizują medycynę i technikę komputerową. Połączenie taniego dostępu do przestrzeni kosmicznej z orbitalnymi stacjami obsługi technicznej pozwoli również na powstanie globalnych systemów telekomunikacyjnych, które będą miały potężny wpływ na społeczeństwo. Tak potężny, że trudno to sobie dziś wyobrazić. Na przykład wzmocnione konstelacje satelitów telekomunikacyjnych doprowadzą do powstania tanich urządzeń o wymiarach zegarka, dzięki którym będziemy mogli dotrzeć w sposób interaktywny do magazynów ludzkiej wiedzy z każdego miejsca na świecie. Co więcej, urządzenia te pozwolą swoim użytkownikom przekazywać olbrzymie ilości danych – między innymi głos, obraz i muzykę – bądź do innych ludzi, bądź do centralnej bazy danych systemu. Wartość praktyczna istnienia tego typu układów jest oczywiście olbrzymia, ale ich wydźwięk sięga jeszcze dalej. Wprowadzenie tych układów miałoby implikacje historyczne i społeczne. Ludzkość zostanie połączona, a rezultatem tego będzie głęboka jedność kulturowa i radykalne upowszechnienie ludzkiej wiedzy. W rzeczywistości wprowadzenie przez przemysł kosmiczny pełnej gamy globalnych usług telekomunikacyjnych stanowić będzie ostateczny krok ku osiągnięciu przez ludzkość statusu cywilizacji typu I.

Fundamentalna kwestia, przed którą stoi dziś ludzka rasa – stworzenie prawdziwej cywilizacji typu II, zdolnej do lotów kosmicznych – nie zostanie rozwiązana poprzez rozwój prywatnej działalności na orbicie. Taka działalność zapewne posłuży jako „szkoła dla marynarzy”, trenując ludzi i szlifując ich umiejętności oraz zdolności organizacyjne w celu przygotowania ich do przyszłych wypraw kosmicznych, podobnie jak niegdyś osady rybaków dostarczały ludzi, którzy kierowali statkami wielkich morskich odkrywców. Istoty ludzkie nigdy jednak nie osiedlą się na orbicie, ponieważ nie ma tam niczego, na czym dałoby się zbudować osady. Musimy sięgnąć dalej. Kiedy zdecydujemy się na ten krok, nie będziemy prowadzeni przez prywatnych przedsiębiorców, lecz to oni pójdą za nami. Ich pomoc w dostarczeniu tanich środków transportu oraz innych usług potrzebnych do przekształcenia pierwszych baz ludzkich w osady będzie istotna. Ale szlak muszą przetrzeć ci, którzy żyją dla nadziei, nie dla pieniędzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *