Kategorie
Kosmologia

Hotele na orbicie

Hotele na orbicie

Hotele orbitalne są inną formą działalności, która mogłaby w przyszłości przynieść korzyści materialne. Turystyka to przecież jedna z najlepiej prosperujących gałęzi gospodarki na Ziemi. Dlaczegóż nie mogłaby się więc rozwijać w przestrzeni kosmicznej? Potencjalne korzyści płynące z turystyki orbitalnej przyciągnęły wiele uwagi, między innymi dlatego, że daje ona zwolennikom rozwoju przemysłu kosmicznego możliwość latania na orbitę.

Dlaczego ktokolwiek miałby chcieć spędzić wakacje na orbicie? Otóż wakacje takie oferują coś całkowicie nowego osobom, którym znudziły się Wyspy Egejskie, Aspen i Haiti. Nadal nie jesteście przekonani? Co w takim razie powiecie na atrakcje związane z przebywaniem w stanie nieważkości, atrakcje, które, zgodnie z przeprowadzonymi badaniami socjologicznymi, mogą się cieszyć dużym zainteresowaniem młodych par pragnących spędzić miesiąc miodowy lub innych par spragnionych dobrej zabawy (choć istnieje świetna piosenka folkowa, popularna wśród wielbicieli literatury fantastycznonaukowej, która przedstawia sprawę całkowicie odwrotnie). Tego rodzaju doświadczenia byłyby jeszcze intensywniejsze, przynajmniej u niektórych osób, gdyby moduł sypialni hotelowej miał olbrzymie okno skierowane w dół, pozwalające podziwiać spektakularny widok obracającej się niebieskiej Ziemi (i vice versa). Dla gości o odmiennych gustach okno modułu zostałoby skierowane ku nieskończonej głębi kosmosu, przepełnionego miriadami gwiazd, które świecą niczym miliony klejnotów na tle czarnego aksamitu. Między łóżkowymi hulankami pary mogłyby czerpać przyjemność z uprawiania w warunkach nieważkości sportów, takich jak tenis, squash, koszykówka, piłka nożna, gimnastyka czy sztuki walki, w specjalnym dużym module, zaprojektowanym z myślą o ludziach odbijających się od ścian. Za niewielką dopłatą na pokładzie hotelu goście pobieraliby lekcje orbitalnych spacerów, a po uzyskaniu odpowiedniego dyplomu – wkładaliby skafandry i wychodzili w przestrzeń kosmiczną. Mogliby również otrzymać certyfikat astronauty, który po powrocie na Ziemię powiesiliby na ścianie w ramkach. Goście o spokojniejszym usposobieniu mogliby między godzinami spędzonymi w łóżku zainteresować się astronomią lub prowadzić obserwacje Ziemi w hotelowym obserwatorium. Aby zwiększyć gamę oferowanych usług, hotel prowadziłby na przykład agencję matrymonialną. Byłoby to szczególnie dobre posunięcie, ponieważ goście orbitalnego hotelu, oprócz zamiłowania do przygody i dobrej zabawy, musieliby zapewne mieć mnóstwo pieniędzy.

Mamy więc już gotowy produkt i choć nie aspiruje on do grupy najbardziej szlachetnych dążeń ludzkiej natury, z pewnością będzie się dobrze sprzedawał. Pytanie brzmi: ile są gotowi zapłacić ludzie za wystrzałową randkę?

Wyniki niektórych badań marketingowych pozwalają stwierdzić, że całkiem sporo. Na przykład badania rynku północnoamerykańskiego przeprowadzone w 1995 roku przez Patrica Collinsa, pracownika naukowego w japońskim Narodowym Laboratorium Lotniczo-Kosmicznym i wykładowcę na Uniwersytecie w Tokio, wykazały, że około 60% ludności amerykańskiej chciałoby spędzić wakacje na orbicie okołoziemskiej, a wśród nich 18% zadeklarowało gotowość do zapłacenia za nie równowartości sześciomiesięcznego wynagrodzenia.

Cóż, powinni rzeczywiście dobrze zarabiać. Nawet po naszej obniżonej cenie 2000 dolarów za kilogram koszt przetransportowania każdego gościa z minimalną ilością bagażu do orbitalnego hotelu wyniósłby około 200 tysięcy dolarów. Oczywiście, musielibyśmy wysłać również pracowników hotelu i produkty konsumpcyjne dla gości oraz obsługi, jak i kabinę pasażerską. Jeśli dorzucimy jeszcze wszystkie dodatkowe koszty, przybliżona cena pakietu dwutygodniowych wakacji wyniesie przynajmniej 500 tysięcy dolarów za osobę, czyli milion dolarów za parę. Wynika stąd, że potencjalną klientelę turystyki orbitalnej stanowiliby nie zwykli milionerzy, lecz ludzie, których roczne dochody przekraczają milion dolarów. Aby uzyskać 80 milionów dolarów dochodów brutto (tak jak w wypadku orbitalnej fabryki), hotel musiałby przyjmować 160 gości rocznie, czyli średnio 6 osób w jednym turnusie, zakładając, że turnus trwałby dwa tygodnie. Zasadniczo dałoby się pomieścić 6 osób w jednym module, ale kolidowałoby to z charakterem głównej atrakcji oferowanej przez hotel. Potrzebowalibyśmy więc trzech modułów sypialnych dla gości, jednego dla pracowników, modułu salonu-jadalni, obserwatorium, sali sportowej i jednego pomieszczenia użytkowego. Wszystkie moduły należałoby połączyć z ogniwami fotowoltaicznymi o odpowiedniej mocy, centrum sterowania i centrum łączności. Brzmi to dość nieprawdopodobnie, szczególnie gdy zdamy sobie sprawę z wielkości środków potrzebnych do zbudowania i wyniesienia na orbitę całego kompleksu. Ceny biletów mogą w rzeczywistości osiągnąć milion lub nawet 2 miliony dolarów od osoby. Czy bogacze byliby skłonni wyłożyć tego rodzaju kwoty za przygodę na orbicie? Ci, którzy twierdzą, że tak, wskazują, iż 160 gości rocznie to jedynie ułamek procenta populacji ludzkiej posiadającej odpowiednią ilość pieniędzy. Nie jestem jednak pewien, czy taki argument przekonałby potencjalnych inwestorów.

Oprócz tych trudności mamy jeszcze grupę skunksów, potrafiących zepsuć kosmiczny wypoczynek, pod postacią Federalnej Administracji Lotnictwa (Federal Aviation Administration) i wielu innych agencji, zajmujących się regulacjami, które będą się domagały, aby pojazdy służące do transportu pasażerów na orbitę oraz inne moduły wynoszone na orbitę spełniały wymogi bezpieczeństwa. Będzie to niewątpliwie bardzo kosztowne oraz czasochłonne i prawdopodobnie spowoduje, że prowadzenie działalności turystycznej na orbicie okaże się niemożliwe. Bez pewności otrzymania certyfikatów bezpieczeństwa niezbędnych do rozwinięcia tego rodzaju działalności istnieje małe prawdopodobieństwo, by ktokolwiek pragnął inwestować w budowę hoteli kosmicznych, czy też układów transportowych do ich obsługiwania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *