Kategorie
Kosmologia

Kosmiczny wyścig

Szóstego czerwca 1990 roku przemysłem kosmicznym wstrząsnęły niespodziewane wieści. Motorola ogłosiła, że zamierza wysłać na niską orbitę Ziemi flotyllę, czy może raczej „konstelację” 77 satelitów telekomunikacyjnych, umożliwiających uruchomienie globalnego systemu łączności przez bezprzewodowe telefony komórkowe. System, nazwany Iridium od siedemdziesiątego siódmego pierwiastka układu Mendelejewa, umożliwiłby ludziom w miastach, na drogach, szczytach gór lub na morzu – w dowolnym miejscu kuli ziemskiej – rozmawianie przez mieszczące się w ręku aparaty telefoniczne lub używanie przenośnych modemów, pozwalających komunikować się przez Internet. Chociaż później liczba satelitów została zredukowana do 66, nazwa Iridium się przyjęła, może dlatego, że dobrze brzmiała, może za sprawą tkwiącej w niej ukrytej ironii. Bo przecież iryd jest pierwiastkiem „wizytówką” olbrzymiego meteorytu, który 65 milionów lat temu uderzył w Ziemię, powodując zagładę dinozaurów.

Siedemdziesiąt siedem czy sześćdziesiąt sześć satelitów, tak czy inaczej pomysł wydawał się niesamowity. Główni przedstawiciele przemysłu kosmicznego nie potraktowali oświadczenia Motoroli poważnie. Największa konstelacja, jaka do tej pory została wystrzelona, składała się z zaledwie 8 satelitów; 77 wydawało się więc liczbą absurdalną. Wniosek: Motorola musiała żartować albo straciła kontakt z rzeczywistością. W zamian za początkowe 50 milionów dolarów na rozruch systemu Iridium Motorola zaoferowała firmie Martin Marietta Astronautics (producentowi rakiet nośnych Tytan) monopol na wyniesienie satelitów na orbitę. Prezes Martin Marietta Astronautics, Peter Teets, stwierdził, że pomysł jest śmiechu warty, i bez dłuższego zastanowienia odmówił.

Jednakże niewiele później przedstawiciele Loral Corporation oświadczyli, że również zamierzają umieścić ponad Ziemią konstelację sztucznych satelitów (składającą się z 48 urządzeń), natomiast Orbital Sciences ogłosiło, iż planuje wystrzelenie 24 satelitów. Firma o nazwie ECCO/CCI postanowiła wynieść w kosmos własną konstelację, złożoną z 48 satelitów, Ellipsat opracował plan wystrzelenia 18 satelitów, Starsys zaś ogłosił chęć umieszczenia na orbicie 24 satelitów.

Sytuacja stawała się coraz bardziej niecodzienna, a był to dopiero początek. W 1994 roku giganci światowej finansjery, Bill Gates i Craig McCaw, ujawnili swoje plany stworzenia sieci Teledesic, składającej się z 975 (teraz już o 288 więcej) sztucznych satelitów, służącej superszybkim transmisjom wideo przez Internet i umożliwiającej uruchomienie globalnej sieci komórkowych wideotelefonów. Niedługo później Motorola zapowiedziała wzbogacenie swojej konstelacji o kolejne 77 satelitów w ramach programu Iridium 2, potem 72 w ramach programu Mstar i wreszcie następne 72 w programie Celestri. Każdy kolejny system miał być wydajniejszy i nowocześniejszy niż poprzednie. Grupa europejskich firm zaproponowała własny system satelitarny Satevod, składający się również z 72 urządzeń; od pewnego czasu dochodzą pogłoski o planowanym zwiększeniu liczby satelitów dzięki środkom finansowym z Dalekiego Wschodu.

Latem 1997 roku koncern Iridium rozpoczął wystrzeliwanie na orbitę pierwszych 66 satelitów (na rakietach nośnych Delta firmy McDonnell Douglas), a redakcja „U.S. News and World Report” opublikowała reportaż, w którym przewidywano umieszczenie w kosmosie w ciągu najbliższych ośmiu lat przez różne państwa floty ponad 1800 satelitów. Zapotrzebowanie na układy nośne w wypadku tego przedsięwzięcia jest tak duże, że obecnie istniejący przemysł kosmiczny nie podoła temu, niezależnie od ceny. Ponadto liczba urządzeń w kolejce do wyniesienia na orbitę jest tak ogromna, że po dzisiejszych cenach nawet Billowi Gatesowi musi zabraknąć pieniędzy. Menedżerowie programów sieci satelitarnych zaczęli więc poszukiwać innych możliwości zrealizowania swych planów, pomijając wielkie rządowe firmy produkujące układy nośne. Biorąc pod uwagę wielkość rynku związanego z konstelacjami satelitarnymi – ponad 20 miliardów rocznie – pojawia się szansa dla nowo powstających firm w branży kosmicznej, które dzięki opracowaniu mniej kosztownych technik wynoszenia na orbitę mogłyby sprostać oczekiwaniom inwestorów.

Pierwszą osobą, która mogła wykorzystać okazję wynikającą z zaistniałej sytuacji, był Walter Kistler. Kistler jest multi-milionerem – według doniesień prasy jego majątek ocenia się na 60 milionów dolarów – jest też założycielem i prezesem średniej wielkości firmy, zajmującej się produkcją komponentów lotniczo-kosmicznych. Po pokazach jesienią 1993 roku Kistler pozostawał pod ogromnym wrażeniem prezentowanego DC-X. To, w połączeniu z oświadczeniem Motoroli, przekonało go, że technika jest już dostatecznie zaawansowana, a rynek w zupełności gotowy na przyjęcie w pełni komercyjnego projektu (czyli bez udziału pieniędzy rządowych) jednostopniowej rakiety wielokrotnego użytku, służącej do wynoszenia ładunków na orbitę. Wielu innych w tamtym czasie wpadło na podobny pomysł, lecz w porównaniu z nimi Kistler miał dwa atuty: doświadczenie w biznesie oraz gotówkę (zwłaszcza to drugie okazało się bardzo pomocnym elementem). Założył firmę Kistler Aerospace, wykładając na rozruch 3 miliony dolarów z własnej kieszeni. Tym gestem zachęcił innych inwestorów podobnego kalibru do udziału w przedsięwzięciu. W szybkim tempie początkowy kapitał firmy wzrósł do 20 milionów dolarów. Ponieważ pomysł opracowania systemu SSTO na potrzeby i za pieniądze prywatnego przemysłu zawsze pociągał inżynierów, Kistlerowi bez trudu udało się odnaleźć i zatrudnić odpowiednią liczbę pracowników, z których wielu było wyróżniającymi się naukowcami instytucji rządowych. W połowie 1994 roku prace już trwały.

Szefowie pierwszego zespołu konstrukcyjnego Kistlera byli, według mnie, raczej mało doświadczeni, choć z pewnością bardzo twórczy. Eksperyment z DC-X pokazywał, że jednostopniowy układ nośny pionowego startu i lądowania (VTVL) to właściwa droga, lecz najbardziej modelowa wersja takiego projektu była już realizowana przez firmę McDonnell Douglas jako część programu X-33. Zespół Kistlera pragnął czegoś innego, czegoś bardziej przebojowego, czegoś, co pozwoliłoby właśnie im zdobyć palmę pierwszeństwa w historii VTVL. Zamiast swojego wymarzonego ideału stworzyli niestety coś dziwacznego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *