Kategorie
Kosmologia

Kwestia życia na Marsie

Odkryto również mikrostruktury przypominające skamieniałości bakterii. Mimo ataków ze strony sceptyków zespół naukowców uniwersyteckich i NASA, w którego skład wchodzili Dave McKay, Everett Gibson, Kathie Thomas-Keprta, Richard Zare i Chris Romanek, dostarczył silnych argumentów dla obrony tego sensacyjnego odkrycia.

Nie ma cienia wątpliwości, że skała badana przez zespół McKaya i Gibsona (nazwana Allan Hills 84001 bądź ALH 84001, z uwagi na to, że została odkryta na Antarktydzie w roku 1984) pochodzi z Marsa – dane o składzie izotopowym próbek skały potwierdziły, że jej skład chemiczny doskonale pasuje do próbek znalezionych na powierzchni Marsa przez lądowniki Viking. Można oczywiście znaleźć alternatywne, niebiologiczne wytłumaczenie istnienia odkrytych mikrostruktur: zarówno wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (PAH od ang. polycyclic aromatic hydro-carbons), jak i magnetyt czy struktury skalne przypominające skamieniałości mogą powstawać bez obecności żywych organizmów, a węglany – tworzyć się w bardzo wysokich temperaturach bez udziału ciekłej wody. Ale fakt, że w próbce pobranej z ALH 84001 wszystkie opisane mikrostruktury występują w odległości kilku mikrometrów od siebie, powoduje, iż właśnie życie jest najprostszym wytłumaczeniem ich obecności. Rzeczywiście, w konfrontacji z tą hipotezą niebiologiczne wyjaśnienie tego fenomenu jest bardzo wątłe. Na przykład trudno wytłumaczyć, w jaki sposób PAH i magnetyt mogły wytrzymać zetknięcie z olbrzymimi temperaturami (450°C) w procesie ogrzewania, wymaganym do powstania węglanów bez udziału wody.

Wkrótce po konferencji prasowej w roku 1996 mikroskamieniałości przedstawione przez zespół McKaya-Gibsona uznano za zbyt małe, by mogły stanowić pozostałości bakterii. Starano się nawet udowodnić, że istnieje fundamentalna minimalna wielkość złożonych struktur biologicznych i że niemożliwe jest, by jakiekolwiek żyjące drobnoustroje o tak małych rozmiarach (0,4 mikrometra) mogły występować w naturze. Jednakże od tamtego czasu znaleziono na Ziemi żywe bakterie, zwane nanobakteriami, które mieszczą się właśnie w tym przedziale wielkości. Może to odkrycie nie stanowi jeszcze dowodu na to, że struktury zaobserwowane w ALH 84001 są rzeczywiście mikroskamieniałościami, obala ono jednak argument, iż nie mogą nimi być.

Dane, których dostarczyły badania meteoru z Allan Hills, wytrzymały więc próbę obalenia. Niemniej jedynym sposobem na znalezienie niekwestionowanych dowodów istnienia życia na Marsie jest bezpośrednie odkrycie skamieniałości lub wymarłych organizmów na powierzchni Czerwonej Planety. Wartość takiego znaleziska byłaby nieoceniona, gdyż przybiłoby ono ostatni gwóźdź do trumny ptolemejskiej wizji, w której Ziemia stanowi środek Wszechświata. Dla pewności wyjaśnię, że znalezienie na Marsie bakterii czy skamieniałości dawno wymarłych mikroorganizmów będzie ważne nie dlatego, że dowiedzie, iż niegdyś na Czerwonej Planecie istniały robaki: taka informacja zasługiwałaby na niewiele więcej niż notkę w encyklopedii nauki. Odkrycie to wskazywałoby na fakt, że procesy prowadzące do powstawania życia nie są właściwe tylko Ziemi i że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż zachodzą zawsze i wszędzie tam, gdzie zaistnieją odpowiednie warunki fizyczne i chemiczne. Obecnie jedynym przykładem żywej planety, jaki znamy, jest Ziemia. Nie wiemy więc, czy pojawienie się życia na naszej planecie było rzeczą oczywistą, opartą na naturalnej zdolności chemii organicznej do tworzenia coraz bardziej złożonych struktur czy, przeciwnie, zawdzięczamy je boskiej interwencji lub równie cudownemu, niezwykle nieprawdopodobnemu wykształceniu się świetnie zaprojektowanej samoreplikującej się cząsteczki DNA. Odkrycie życia bądź jego pozostałości na Marsie rozwiązałoby tę kwestię.

Astronomowie odkryli ostatnio około tuzina układów planetarnych poza naszym systemem i wiemy już, że procesy prowadzące do powstawania planet nie są niczym niezwykłym. Dzięki temu odkryciu udało się także obalić wszystkie teorie powstawania systemów planetarnych odwołujących się do tak mało prawdopodobnych zdarzeń, jak zderzenie gwiazd. Z drugiej strony, niektóre hipotezy, zgodnie z którymi formowanie się systemów planetarnych to efekt uboczny procesu narodzin gwiazd z materii mgławic, okazały się prawdziwe, co implikuje, że większość gwiazd ma swoje planety. Tylko w naszej Galaktyce świeci ponad 400 miliardów gwiazd, a każdą z nich otacza strefa (mniej lub bardziej rozległa, w zależności od jasności gwiazdy), w której panuje odpowiednia temperatura, by mogła występować woda w stanie płynnym, a co za tym idzie – życie. Gdybyśmy zatem mogli udowodnić, że procesy prowadzące do powstania życia również nie są niczym nadzwyczajnym, znaczyłoby to, iż życie istnieje w całym Wszechświecie. Co więcej, cała historia życia na Ziemi wskazuje na trwałą tendencję prostych organizmów do ewoluowania w organizmy bardziej złożone i zdolne do działania na wyższym poziomie inteligencji. Tak więc jeśli życie istnieje wszędzie, inteligencja także. Jeżeli uda nam się znaleźć na Marsie bakterie w postaci skamieniałości, będzie to znaczyło, że nie jesteśmy sami. Żadne odkrycie, z wyjątkiem odnalezienia wymarłych form życia lub bezpośredniego wykrycia pozaziemskiej inteligencji, nie powie nam tak wiele o tym, kim jesteśmy.

Na Marsa wyruszymy jako Amerykanie, Rosjanie i Japończycy; jeśli jednak znajdziemy tam życie, wrócimy jako Ludzie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *