Kategorie
Kosmologia

Mars Society

Jak wyżej wspomniałem, Mars Society stara się wykroczyć poza wspieranie rządowych programów lotów na Marsa – zamierzamy również prowadzić badania Czerwonej Planety finansowane z prywatnych środków. Może się to wydawać niemożliwe, gdyż biznesplan takiego przedsięwzięcia nie daje perspektyw na szybkie zyski. Istnieje jednak model alternatywny: program badawczy dna oceanów Jacques’a Cousteau. Chodzi o zebranie niewielkiej sumy pieniędzy, wystarczającej na realizację autentycznego (aczkolwiek małego) przedsięwzięcia, a po jego sukcesie – zgromadzenie funduszy na prowadzenie bardziej ambitnych badań. Proszę sobie przypomnieć 700 milionów odwiedzin na witrynie internetowej NASA po lądowaniu Pathfmdera. Gdyby policzyć dolara za każde wejście na stronę, wystarczyłoby to na sfinansowanie czterech misji Pathfmdera. Przy 10 dolarach suma ta wyniosłaby 7 miliardów – wystarczająco dużo, by wysłać ludzi na Marsa, o ile misją zająłby się sektor prywatny. Nie chodzi jednak o to, że można zebrać 7 miliardów dolarów, pobierając 10 dolarów za każdą wizytę na stronie internetowej. Raczej nie można. Chodzi o to, że dzięki wsparciu opinii publicznej uda się zapewne nakłonić sektor prywatny do sfinansowania załogowego lotu na Marsa oraz zasiedlenia Czerwonej Planety. Sprawą o kluczowym znaczeniu jest zwiększenie aktywności organizacji Mars Society, dzięki czemu będzie ona mogła zdobyć zaufanie potrzebne do zgromadzenia odpowiednich funduszy, również z pomocą osób spośród tych 700 milionów, które odwiedziło witrynę internetową NASA po lądowaniu Pathfindera.

Na początek powinniśmy postawić przed sobą nieduże cele -chyba że będziemy mieli szczęście we wczesnym etapie zbierania funduszy. Podczas konferencji założycielskiej Mars Society zdecydowano o rozpoczęciu realizacji dwóch inicjatyw. Pierwsza z nich, której budżet nie powinien przekroczyć miliona dolarów, to zbudowanie bazy badawczej na Arktyce, w symulowanych warunkach marsjańskich. Idealna lokalizacja to krater Haughton na Wyspie Devon, znajdujący się na 72 stopniu szerokości północnej. Panujące tam warunki geologiczne, jak również zimny i suchy klimat do złudzenia przypominają Czerwoną Planetę. Naukowcy z NASA już od jakiegoś czasu interesują się tym terenem jako potencjalnym miejscem do prowadzenia badań w warunkach pozorujących powierzchnię Marsa z uwagi na analogie klimatyczne. W wyniku sugestii Pascala Lee, jednego z naukowców biorących udział w tych pracach, stowarzyszenie Mars Society zdecydowało się zbudować na tamtym obszarze bazę, w skład której wchodziłby prototyp modułu mieszkalnego wyposażony w odpowiednie urządzenia do badań w terenie. Bazę tę można wykorzystać do testowania marsjańskich układów podtrzymywania funkcji życiowych, pojazdów poruszających się w terenie, wiertnic penetrujących wieczną zmarzlinę, a także do szkolenia astronautów i do innych nieocenionych badań oraz celów. Następną inicjatywą, której realizację szacuje się na 10 milionów dolarów, będzie stworzenie instrumentu badawczego, który poleci „autostopem” na Marsa podczas jednej z misji NASA bądź Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w roku 2003. Dobrym kandydatem byłby balon wyposażony w kamerę do robienia zdjęć powierzchni Marsa z lotu ptaka, choć rozważa się również kilka innych opcji. Jeśli jakiejś pozarządowej organizacji udałoby się wykonać tego rodzaju misję, to zainteresowanie opinii publicznej na całym świecie byłoby wystarczające, by umożliwić zebranie odpowiednich funduszy (powiedzmy, 100 milionów dolarów), potrzebnych do sfinansowania w pełni prywatnej bezzałogowej wyprawy badawczej na Marsa. Gdyby z kolei ta wyprawa zakończyła się sukcesem, organizacja, która ją zainicjowała, byłaby w stanie zebrać miliardy dolarów, co wystarczyłoby na sfinansowanie załogowej misji badawczej na Marsa, a w końcu – na jego kolonizację. Kolonizacja mogłaby się odbyć ze środków, którymi dysponuje sama organizacja bądź dzieląc koszty z NASA lub inną rządową agencją kosmiczną.

Tak więc Mars Society może rozwinąć się z grupy orędowników załogowej wyprawy na Marsa do poziomu agencji badań kosmicznych, a następnie doprowadzić do zasiedlenia Czerwonej Planety, stając się „położną” przy narodzinach nowej gałęzi ludzkiej cywilizacji. Podobne programy osadnictwa, inicjowane na Ziemi w przeszłości przez prywatne organizacje, mogą znów się sprawdzić na Marsie, ponieważ prawdziwą siłą sprawczą w historii ludzkości nie była perspektywa zysku, lecz potęga idei. A udostępnienie Marsa ludzkości to idea, której czas właśnie nadszedł.

Historia nie jest jednak widowiskiem sportowym. Jeśli idea ma zostać zrealizowana, trzeba zaangażować talent i energię wszystkich, którzy się za nią opowiadają.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *