Kategorie
Kosmologia

Przemysł na orbicie

Przemysł na orbicie

Najlepszy sposób, aby laboratorium orbitalne zarabiało pieniądze, polega na tworzeniu w nim patentów, a nie produktów. Zdobywanie w przestrzeni kosmicznej wiedzy, którą można wykorzystać w zakładach przemysłowych na Ziemi, to najbardziej opłacalne wyjście dla takich placówek orbitalnych. Ale jeśli będzie to niemożliwe? Jeśli w laboratorium zostanie odkryty proces, którego nie da się odtworzyć bez nieważkości? Czy możliwe byłoby wtedy rozpoczęcie na orbicie opłacalnej produkcji na dużą skalę?

Odpowiedź na to pytanie zależy od wielu czynników, z których głównym jest koszt lotów na orbitę. Dziś wyniesienie kilograma ładunku na LEO sięga 10 tysięcy dolarów. Załóżmy, że postęp w technice lotów kosmicznych pozwoli zredukować cenę pięciokrotnie, do 2000 dolarów za kilogram, do czego obecnie dąży NASA. Aby produkcja w przestrzeni kosmicznej była opłacalna, wartość jednostki wytworzonych produktów musi przekroczyć koszt startu. W rzeczywistości, powinna znacznie przekroczyć tę wartość, ponieważ oprócz surowców układ nośny będzie musiał wynieść na orbitę moduł-fabrykę, części zapasowe i układ zasilania, jak również pracowników oraz ich zapasy żywności, a także materiał napędowy niezbędny do właściwego funkcjonowania i utrzymania na odpowiedniej orbicie fabryki. Ponadto orbitalna fabryka będzie musiała ponieść koszty w postaci pensji i utrzymania personelu, zarówno naziemnego, jak i pracującego na orbicie. Do tego dojdą koszty wynajmu biura, środki przeznaczone na reklamę, ubezpieczenia, podatki, spłacanie kredytów i inne wydatki bieżące oraz różnice cen między sprzedażą hurtową i detaliczną. Biorąc pod uwagę wysoki poziom ryzyka związanego z tego rodzaju działalnością, w wypadku fiaska firma musi również mieć środki na wypłacenie wysokich dywidend inwestorom. Jeśli więc wyniesienie kilograma ładunku na LEO będzie kosztowało 2000 dolarów, to aby firma mogła uzyskać wystarczający dochód netto ze swojej inwestycji, detaliczna cena produktów wytworzonych na orbicie wyniesie przynajmniej 20 tysięcy dolarów za kilogram. Cena ta jest porównywalna z ceną złota. W dodatku wytworzony produkt musiałby znacznie przewyższać jakością ziemski, aby mógł się dobrze sprzedawać mimo wyższej ceny. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, można wykluczyć produkcję prawie wszystkich stopów metali. Pozostaje jednak wytwarzanie zaawansowanych układów scalonych czy unikalnych produktów farmakologicznych.

Warto dodać, że sprzedaż produktów musi być odpowiednio duża, by utrzymać przemysł orbitalny. Jeśli podstawowe koszty prowadzenia laboratorium orbitalnego wynoszą 40 milionów dolarów rocznie (jest to optymistyczny wariant, umożliwiający dostawę 20 tysięcy kilogramów różnego rodzaju zasobów rocznie), przedsięwzięcie nie miałoby szans na powodzenie, gdyby sprzedano jedynie 1000 kilogramów produktu w cenie hurtowej wynoszącej 10 tysięcy dolarów za kilogram. Aby inwestycja się zwróciła, potrzebny byłby dochód brutto rzędu 80 milionów dolarów, czyli równowartość 8000 kilogramów produktu. Powiedzmy, że towarem jest środek farmakologiczny albo układ scalony, którego cena detaliczna wynosi 200 dolarów za dziesięciogramową jednostkę. W tym wypadku należałoby sprzedać 800 tysięcy sztuk rocznie. Zakładając, że ów produkt jest wystarczająco potrzebny i unikalny, sprzedaż tej wielkości da się osiągnąć. Niemniej ewentualni inwestorzy musieliby w to wcześniej uwierzyć. A to niełatwe, biorąc pod uwagę fakt, że badania marketingowe produktu wytworzonego na orbicie są całkowicie niemożliwe do przeprowadzenia bez działającej fabryki orbitalnej. Alternatywnym wyjściem byłoby wykorzystanie do tego celu produktów odkrytych w orbitujących laboratoriach.

A zatem przy zdecydowanym spadku kosztów lotu na orbitę statków o interesującej nas klasie nośności stworzenie przynoszących zyski placówek orbitalnych byłoby możliwe. Przekonanie inwestorów o opłacalności takiego przedsięwzięcia przypominałoby jednak odwieczny problem, co było pierwsze: kura czy jajko? Większy kłopot wiąże się zapewne z tym, że liczba lotów kosmicznych potrzebnych do wspierania tego rodzaju działalności orbitalnej (zwłaszcza w początkowej fazie) może okazać się niewystarczająca, by zachęcić prywatne firmy do budowy tanich rakiet nośnych, których udźwig zamykałby się w granicach 10-20 ton.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *