Kategorie
Kosmologia

Rozwój cywilizacji

Pax terrestris, owszem. Pax mundana – nie. Ludzkość nie potrzebuje wojen, śmierci, chorób, rozkładu, przesądów, uprzedzeń narodowych czy rasowych, archaicznych systemów wierzeń, despotyzmu czy innych przeżytków naszej prymitywnej przeszłości, przeciw którym wielu szlachetnych ludzi walczyło przez minione wieki. Ludzkość potrzebuje jednak wyzwania. Ludzkość pozbawiona wyzwań stanie się ludzkością nie przechodzącą zmian, nie rozwijającą się, co w zasadzie oznacza ludzkość pozbawioną wolności. Ludzkość bez wyzwań stanie się w pewnym sensie odczłowieczona.

Co więcej, „złoty wiek”, który zwykle staje się udziałem statycznych społeczeństw, jest tak naprawdę tylko fazą przejściową w drodze ku upadkowi. Zasoby każdego społeczeństwa są określone przez jego poziom techniczny. Jeżeli ograniczymy rozwój techniki, wyznaczymy ścisłe granice podstaw ekonomicznych społeczeństwa. Typowym rezultatem są maltuzjańskie formy kontroli i idące za nimi wyczerpanie oraz kolaps. W swoim dziele poświęconym historii świata. Ewolucja cywilizacji, historyk Caroll Quigley zidentyfikował siedem głównych etapów rozwoju społeczeństw: (1) zawiązanie, (2) dojrzewanie, (3) ekspansja, (4) konflikt, (5) epoka imperium, (6) rozkład i (7) inwazja. Oświadczenie Busha o Nowym Porządku może wskazywać na to, że zachodnia (czyli w zasadzie nowoczesna, globalna) cywilizacja osiągnęła obecnie etap piąty. Jeżeli będziemy się rozwijać dalej zgodnie z historycznym modelem, wkrótce nastąpi etap szósty.

W 1992 roku profesor filozofii Francis Fukuyama napisał Koniec historii, książkę cieszącą się dużą popularnością. Twierdzi w niej, że po unifikacji świata, wynikającej ze zwycięstwa Zachodu w zimnej wojnie, historia ludzkości dobiegła w zasadzie do końca. W 1997 roku członek redakcji „Scientific American”, John Horgan, opublikował jeszcze ciekawszy bestseller, zatytułowany Koniec nauki, w którym udowadnia, że wszystkie znaczące odkrycia naukowe zostały już zrobione i że w związku z tym wszelki postęp naukowy musi wkrótce ustać. (Dzień po tym, jak skończyłem czytać książkę Horgana w lutym 1998 roku, grupa astronomów ogłosiła odkrycie piątego głównego oddziaływania w przyrodzie). W swojej książce Horgan zamieścił wywiad z Fukuyamą. Zadał mu pytanie, co sądzi o ludziach, którzy nie zgadzają się z jego tezą, że historia ludzkości dobiega końca. Drwiąca odpowiedź Fukuyamy brzmiała: „Muszą to być fanatycy podróży kosmicznych”. Właśnie.

Wyzwania, jakie rzucała nam Ziemia, w dużej mierze zostały pokonane, nasza planeta podlega nieustannie procesowi unifikacji. Myślę, że to oznacza koniec, ale nie historii ludzkości, lecz jej pierwszej fazy, koniec przeistaczania w dojrzałą cywilizację typu I. Nie jest to koniec historii, ponieważ jeżeli tylko zdecydujemy się wyruszyć w przestrzeń kosmiczną, znajdziemy tam nowe pogranicze, nowe, niekończące się wyzwania i obszary wypełnione światami, czekającymi na odkrycie. Historia ludzkości ma więc szansę wzbogacić się o miriady nowych ścieżek.

Otwarcie kosmicznego pogranicza, stworzenie cywilizacji zdolnej do lotów kosmicznych jest więc podstawowym zadaniem naszych czasów. W porównaniu z nim wszystkie dotychczasowe osiągnięcia ludzkości wydają się mało ważne. Powodzenie tego przedsięwzięcia zadecyduje o tym, czy stoimy na końcu historii rasy ludzkiej czy u jej progu. Zadecyduje o tym, czy ludzkość przetrwa jako naprawdę wartościowa rasa. Porażka jest nie do przyjęcia.

Porażka jest nie do przyjęcia, a jednak wiele wskazuje na to, że przegrywamy. Badania kosmiczne na całym świecie, tak dumnie rozpoczęte w erze Sputnika i programu Apollo, wydają się przygasać. Program rosyjski upadł, program amerykański zaś, kręcący się praktycznie w kółko przez ostatnie 20 lat, stracił poparcie społeczeństwa i jest skazany na zagładę przy pierwszej poważnej awarii promu kosmicznego lub stacji orbitalnej.

Proszę zwrócić uwagę na proste fakty. W latach 1961-1973 Stany Zjednoczone wysłały ponad trzydzieści zautomatyzowanych misji księżycowych i planetarnych oraz dziesięć załogowych misji księżycowych w ramach programu Apollo. Od roku 1974 do 1986 wysłaliśmy sześć misji zautomatyzowanych i żadnej załogowej poza orbitę ziemską, natomiast od roku 1987 do chwili obecnej wysłanych zostało dziesięć misji zautomatyzowanych i zero załogowych. Statystyka rosyjskich misji wygląda bardzo podobnie. Załamanie rosyjskiego programu kosmicznego można tłumaczyć upadkiem gospodarki tego kraju (upraszczając sprawę, albowiem w momencie, gdy program startował w 1950 roku, warunki materialne były tam znacznie gorsze niż dziś), lecz w USA sytuacja wygląda wręcz odwrotnie. Gospodarka amerykańska jest dziś dwukrotnie potężniejsza niż w roku 1960, dochód na głowę jednego mieszkańca jest wyższy, nie stoimy też w obliczu żadnego zagrożenia, które wysysałoby nasze zasoby finansowe na cele militarne. Politycy biadolą, że budżet narodowy nie wytrzyma finansowania programu kosmicznego, ale prawda jest taka, iż podczas całej historii ludzkości nikt nigdy nie był bogatszy ani lepiej przygotowany do rozpoczęcia ery podboju kosmosu i zainicjowania nowego okresu eksploracji. Krętacką naturę ekonomii USA znakomicie ilustruje fakt, że nasi obecni przywódcy z uśmiechem na ustach godzą się na wydawanie takich samych sum na program kosmiczny, jak w latach 1961-1973, podczas gdy efekty przynoszone przez ten program stanowią zaledwie 1% tego, co było kiedyś. To zadziwiające, lecz licząc po dzisiejszych cenach, średni budżet NASA w chwalebnych latach 1961-1973 wynosił około 16 miliardów dolarów, zaledwie 20% więcej niż dziś. Podczas tego okresu NASA nie tylko wystrzeliła statki Mercury, Gemini, Apollo, Skylab, Ranger, Surueyor i Mariner, lecz również wykonała wszystkie prace badawcze poprzedzające misje Pioneerów, Vikingóów i Voyagerów. W dodatku agencja opracowała silniki rakietowe na wodór i tlen, wieloczłonowe potężne systemy nośne, rakiety o napędzie nuklearnym, reaktory jądrowe przystosowane do użytkowania w przestrzeni kosmicznej, generatory radioizotopowe, skafandry kosmiczne, systemy podtrzymywania życia, technologie spotkań orbitalnych, nawigacji międzyplanetarnej, transmisji danych na duże odległości, wejścia w atmosferę, miękkiego lądowania przy użyciu silników rakietowych, stacje orbitalne i wiele, wiele innych rzeczy. Inaczej mówiąc, prawie wszystkie wynalazki, które wykorzystujemy dziś podczas misji kosmicznych, zostały opracowane w latach 1961-1973. Tymczasem pomimo porównywalnych nakładów pieniężnych, od tego okresu nic naprawdę ważnego nie zostało wynalezione. W zasadzie w wielu aspektach, takich jak na przykład brak w dniu dzisiejszym systemów nośnych o dużym udźwigu czy nuklearnych systemów napędowych i zasilających, nasze możliwości są obecnie mniejsze niż w roku 1973.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *