Kategorie
Kosmologia

Zapotrzebowanie na narodowe i międzynarodowe inicjatywy kosmiczne

Nawet rover Athena, mimo że nowocześniejszy, będzie w stanie przejechać jedynie 100 metrów dziennie i może zatrzymać się na piaskowej wydmie, kamienistym terenie lub na zboczu pagórka, który pokonałby bez problemu każdy człowiek między piątym a siedemdziesiątym rokiem życia. Amerykańskie stany, przez które przechodzi pasmo Gór Skalistych, obfitują w skamieniałe pozostałości po dinozaurach. Istnieje jednak olbrzymie prawdopodobieństwo, że tysiące roverów Sojoumer i Athena, lądujących w Górach Skalistych, nie byłoby w stanie odnaleźć żadnego śladu po nich – przynajmniej nie do czasu nastania następnej ery lodowcowej, kiedy zostałyby zmiażdżone przez posuwający się lodowiec, nie potrafiąc przed nim uciec. Gdyby na Ziemi te zaawansowane technicznie urządzenia znalazły się w miejscu, w którym prowadzone są wykopaliska paleontologiczne, mogłyby co najwyżej służyć jako stoliki do kawy. Jeśli mamy naprawdę szukać skamieniałości, potrzebujemy prawdziwej ludzkiej załogi.

Przy poszukiwaniu śladów życia na Marsie, wymogi te stają się jeszcze trudniejsze. Jeśli na Marsie istnieje jakiekolwiek życie, znajduje się prawdopodobnie w wodach gruntowych wiele kilometrów pod powierzchnią. Aby się tam dostać, musielibyśmy wiercić. Nie ulega wątpliwości, że potrzeba do tego ekipy ludzkiej, ponieważ ustawienie wiertnicy jest operacją na tyle złożoną, iż nie poradziłby sobie z nią żaden robot. (Jeśli w to wątpicie, zapytajcie kogokolwiek, kto pracował przy wydobywaniu ropy naftowej na Ziemi. Na Marsie okaże się to z pewnością jeszcze bardziej skomplikowane). W końcu naszym celem jest poszukiwanie śladów życia na Marsie. Odkrycie skamieniałości powie nam, czy jesteśmy sami w kosmosie, czy nie. Znalezienie żywych organizmów będzie jeszcze bardziej wymowne. W chwili obecnej znamy tylko jeden przykład na istnienie życia – nasz ziemski – nie mamy więc możliwości, by stwierdzić, które cechy życia są właściwe tylko Ziemi, a które są powszechne dla wszystkich żywych organizmów. Jesteśmy jak lingwiści, którzy znają tylko jeden język; wiemy, co oznaczają poszczególne słowa, ale nie potrafimy określić, czym jest sam język, a zatem nie mamy zielonego pojęcia o tym, jakiego rodzaju poezję można stworzyć. Podobnie jest z życiem. Wiemy, czym jest życie na Ziemi, ale nie wiemy, czym tak naprawdę jest życie. Warto byłoby się tego dowiedzieć. Co więcej, odpowiedź na pytanie, czym jest życie, spowodowałaby postęp w inżynierii genetycznej, biotechnologii i medycynie. Znając odpowiedź na to pytanie, moglibyśmy stworzyć całkowicie nowe dziedziny nauki. Jeśli chcemy posiąść tę wiedzę, będziemy musieli polecieć na Marsa.

Najważniejszą jednak kwestią związaną z Czerwoną Planetą nie jest pytanie: „czy na Marsie istniało życie?”, czy nawet „czy na Marsie jest życie?”. Najważniejsza kwestia dotyczy tego, czy na Marsie będzie życie. Chodzi o to, czy ludzie są w stanie polecieć na Czerwoną Planetę i stworzyć tam nową gałąź cywilizacji. Czy ludzkość może się stać gatunkiem zamieszkującym wiele planet? Czy będziemy umieli przejść od cywilizacji typu I do cywilizacji typu II? Czy dotarliśmy już do „końca historii”, czy przeciwnie jesteśmy świadkami narodzin nowej ery – pełnej nadziei i nieograniczonych możliwości? Tę marsjańską kwestię mogą rozstrzygnąć jedynie pionierzy.

Wprawdzie roboty są pomocne w badaniach Marsa, ale same nie będą w stanie dostarczyć nam odpowiedzi. Musimy wysłać na Marsa ludzi. Niestety, nie dysponujemy programem, którego celem byłaby eksploracja i kolonizacja Czerwonej Planety.

Najlepszy moment do rozpoczęcia rządowego programu wysłania ludzi na Marsa pojawi się na przełomie wiosny i lata 2001 roku – pierwszy etap pierwszej administracji Stanów Zjednoczonych nowego milenium. Będzie to najbardziej oczywisty czas na rozpoczęcie wielkich projektów, a program załogowej misji na Marsa, zapoczątkowany przez nowego prezydenta wiosną 2001 roku, mógłby stworzyć szansę na pierwsze lądowanie z udziałem ludzi już w 2008 roku, przed końcem następnej administracji. A zapotrzebowanie na nowe programy w rozpoczynającym się milenium będzie jeszcze większe w Europie.

Przez ponad 500 lat od upadku cesarstwa rzymskiego w Europie Zachodniej nikt nie zbudował żadnej znaczącej budowli. Nikt nie próbował stawiać kamiennych budynków, sięgających wyżej niż na wysokość dwóch pięter. Uciekając się do metafory: nikt nie sadził drzew, bo nikt nie wierzył w przyszłość. Później, wraz z nadejściem nowego milenium, ludzie rozejrzeli się dokoła i spostrzegli, że udało im się przetrwać najazdy barbarzyńskich hord, Hunów, Berberów i Wikingów, a unicestwienie świata przez nadprzyrodzonego Boga nie nadeszło pod koniec tysiąclecia. Dotarło do nich wreszcie: „Udało nam się!” i pełni wiary w przyszłość zaczęli budować katedry.

Podobnie ludzkość, a w szczególności Europa, przetrwała to, co mogło być najbardziej niebezpiecznym stuleciem w historii. Wiek XX był wiekiem chaosu – dwie wojny światowe, wielki kryzys ekonomiczny, faszyzm, komunizm, zimna wojna i groźba zagłady nuklearnej. Patrząc wstecz, wydaje się, że losy cywilizacji wisiały na włosku. Ale jakoś zdołała przetrwać i oto teraz stoimy na progu nowego milenium z instytucjami, które powinny ostatecznie zapewnić pokój Europie. Kiedy w roku 1959 nakręcono film On the Beach, myśl, że ludzkość unicestwi się w wojnie jądrowej w ciągu 5 lat, była bardzo realna. Ten pesymizm mamy już daleko za sobą. Przed nami przyszłość. Jeśli w ciągu następnych kilku lat wydarzenia na arenie światowej nie przybiorą drastycznych form, na progu nowego tysiąclecia będzie nami kierowało silne – i uzasadnione – uczucie, że nadszedł czas, by znów zacząć budować katedry.

Czyż jest piękniejsza katedra, czyż może istnieć głębsze wyznanie wiary w przyszłość, niż budowa pierwszych baz ludzkich w Nowym Świecie?

Początek XXI wieku niesie unikalną szansę. Musimy popłynąć na fali czasu. Ale jak?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *